Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 566 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Babie lato

środa, 14 września 2011 15:47

Wydawać by się mogło, że tylko malutkie pajączki, unoszone wiatrem, mogą się przemieszczać wraz ze swoją pajęczyną. Są też inne sposoby, pod warunkiem, że się jest cwanym pająkiem krzyżakiem. Zbudował sobie sieć między bocznym lusterkiem a klamką drzwi od strony kierowcy, czyli mnie. Od kilku dni razem przemierzamy nasz piękny kraj. Dzięki swej pomysłowości zwiedził do tej pory Swory, Chojnice, Konarzyny, Bytów, a ostatnio Rowy nad morzem. Toleruję gapowicza, chociaż nie zwraca za benzynę. Co prawda, stawia mały opór, ukrywając się za lusterkiem, więc spalania wiele nie podnosi, ale uczciwość by nakazywała spytać, czy może się zabrać. Odkąd zaczął jeździć, okoliczne pająki uważają go za mędrca i autorytet, bo to podróżnik, światowiec i o życiu wie niejedno, a one – cóż, ciągle nad rzeką w ogrodzie u Ryśka. Niektóre nie wierzą w jego opowieści, a zwłaszcza skakuny, które, jak sama nazwa wskazuje, nerwowe są i porywcze. – Ty, Kżychu, nie pierdol, że byłeś nad morzem. Po pierwsze, nie wiemy, co to jest, a poza tym, to na pewno dalej niż za rzeką, a tam rzadko kto od nas był, a jeśli już, to nie wrócił, więc nawet nie wiadomo, czy tam coś w ogóle jest.

– Jak nie byłem, kiedy byłem! Muchy łapałem na parkingu pod domem wypoczynkowym redemptorystów!    

– No nie, dam mu po ryju – zaperzył się najbardziej speszony obcymi słowami skakun.   

– Panowie, panowie, dajcie mu powiedzieć – mitygowały zgromadzenie kątniki domowe, które zazwyczaj wzdragają się na myśl o jakiejkolwiek podróży.               – Dom, Kżyniu, powiadasz, a duży? – pytały, nerwowo przestępując z łapy na łapę.                      

– A ja jestem skłonny uwierzyć – powiedział kosarz, którego kiedyś wraz ze starymi sztachetami Rysiek przeniósł hen za stodołę, czyli od bramy przy drodze, przez ogród i podwórze. Przecież, jak wiemy, to niewyobrażalny kawał świata, co łatwo sprawdzić, rozglądając się z kalenicy dachu.

Od tego czasu, na wszelki wypadek, większość mówi krzyżakowi dzień dobry, ale tylko małe pajączki babiego lata patrzą z podziwem i szacunkiem na podróżnika. Wiedzą, co to znaczy być miotanym przez wiatry, a zwłaszcza w kierunku morza. To naprawdę bardzo niebezpieczne, ale ile daje satysfakcji! Bo, jak mówią najstarsze z nich: Zaufaj przypadkowi. Wszystko, co się wydarza, jest dobre i jest po coś.

 

 




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330354237,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Patrz, patrz!

środa, 07 września 2011 15:58

Mały ziutek na każdym spacerze wspaniałomyślnie dzieli się swoim zachwytem i ciekawością świata. Pokazuje dorosłym coś, co dla nich jest już oczywiste, co już nie raz widzieli. Jego program, nastawiony na nieustanne oglądanie i zapamiętywanie, wyraża się głośnym hasłem wobec towarzyszących osób: Patrz, patrz! – bo przeżywa wszystko, co widzi, a to przechylone drzewo, które „się wiesi”, a to że igły, a nie listki, grzyby „niejadarne” lub dżunglę, czyli pole kukurydzy. Ślady na drodze, strzałki dokądś prowadzące, patyki, szkiełka i kamyki. Dla mnie jest niezwykły bóbr, który płynie przede mną, kiedy siedzę nad śródleśnym jeziorem. Kozioł sarny przecinający mi drogę, kiedy wychodzi z kukurydzy i zanurza się w starodrzew. To mnie zadziwia i porusza, ale już nie stara sosna stojąca na skraju lasu, chociaż wygląda jak matka prowadząca całą rodzinę. Chyba że ziutek mi uświadomi, że wszystko jest nowe i pierwsze i tak należy na wszystko patrzeć. Drzewa – jak ludzie. Gładkie lub nastroszone. Z wysmukłym pniem lub z podwójnym od połowy. Od korzenia płoży się po ziemi lub prostuje, rosnąc ku słońcu z przygięcia. Indywidualistów najwięcej, ale grupy trzymające się razem też czasem się spotka albo kilka wyrastających z jednego pnia. Grzyby – też jak ludzie. Jeden udaje jadalnego, a jest trujący. Inny tego nie ukrywa, nie podszywa się, drugi skromnie rośnie, nie aspirując do szlachectwa. Pani Marta mówi, że grzyba jeszcze da. Tak tu się mówi: - dało coś? Jakby duch lasu decydował, komu się należy, a komu nie. Ciepło znowu wraca na Zabory, pajęczyn znowu więcej, pola w większości zabronowane, kwitną wrzosy i powtórnie mlecze. Przyglądam się, jakbym był tu po raz pierwszy. Lesie piękny i miękki. Żywa istoto z innych istot złożona. Świat raz puszczony w ruch już nie jest tym samym światem, bo się zmienia. Las zeszłoroczny już nie jest tym samym, po którym teraz wędruję. Ścieżka, którą wracam znad jeziora, nie jest tą samą, którą szedłem ku niemu. Wszystko dzieje się teraz. Patrz.

 

 




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330321226,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Drogi i ścieżki

środa, 31 sierpnia 2011 12:39

W lesie też musi być porządek. Są drogi szerokie, o dwóch koleinach, głęboko wyciśnięte w ziemi, i te ledwo widoczne, lekko zaznaczone w dywanie z igliwia. Tarasowe, prowadzące z górki, gdzie płynąca woda wraz ze ściółką tworzy sobie małe kaskady, by w słoneczne dni zamienić się w drabinę Jakubową. Drogi zawsze dokądś prowadzą. W konkretne miejsca. Jak nie do Wielkich Zań, to do Złotej Góry albo przynajmniej do skrzyżowania z dużą drogą, która już tam wie, dokąd wiedzie. Te mniejsze - na Żmijowisko, na Heńka łąkę albo nad Małe Zielone. Taką drogą można nawet jechać albo iść obok siebie. Ścieżki, natomiast, to zupełnie osobna historia. Nawet osobista i indywidualna. To, że drogi są dla wspólnot, a ścieżki dla indywidualistów, jest oczywiste. Co innego o tym wiedzieć, a co innego zobaczyć na własne oczy. Czasem ścieżka prowadzi kilometrami i sporo się trzeba nabiedzić, żeby nie stracić jej z oczu. Moja miła uważa, że każda z nich prowadzi do wodopoju (nawet jeśli w okolicy nie ma żadnego zbiornika wody). Jest w tym osobliwa prawda, jeśli ścieżkę potraktujemy symbolicznie. Niektóre z nich przeradzają się w drogi albo do nich dołączają. Inne znowu wiodą na polany, tam pozostają lub je przecinają i wędrują dalej. Delikatnie zaznaczone w miękkim mchu lub wygniecione do białego piasku. Inne, zatracają się na porębach, na nieużytkach i wtedy zostajesz z pytaniem, na co one i komu były potrzebne? Z niektórych więc nigdy nie powstaną drogi, zanikną, bo je zieleń w całości pochłonie. W każdym razie na przełaj nie ma co, bo niewygodnie, ale jak już powędrujesz, zawsze ktoś pójdzie po śladach.


Na wsi, kobiety jak łanie chodzo, wszędzie ład i porzundek – jak mówi pani Janka, i tak też być powinno. Chociaż, ostatnio coś dusi kury. Niektórzy utrzymują, że to kuna. Kazik nawet ją widział u siebie w stodole. Janka  mówi, że to pies od Mariana. – Jak mój, kiedy on uwiązany! – Nie pierdol, bo widzieli, że to twój! Ma okazję się odegrać, bo zeszłego roku to jej pies zrobił mu drobiowy „armagiedon” na całe 150 złotych, które mu honorowo wypłaciła. Porządek musi być, bo przecież za szkody kuny nikt nie zapłaci. Jeśli nawet mieszka kątem u Kazika. A żyć trzeba. Grzybami się trochę dorobi, kurek dużo w tym roku, ale prawdziwków to już nie będzie. Pajęczyn w lesie prawie nie ma. Boćki odleciały, tylko jeszcze jakaś rodzina spóźnionych żurawi drze się na łące. Na jesień idzie.

 




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330292200,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  197 947 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 18.09.2011 10:15:42
  • autor: Po¿yczki Gotówkowe
  • treść: Niewierze, spodoba&s...

Lubię to